że zrobię dziesięć przysiadów na jednej nodze. Z ż

Granicy zejścia. Czemu pan zaczął? -Wszystko zawdzięczam ZSRR. Pojechałem tam pod koniec lat 60. na występy. Szok. ZSRR tak mnie zbrzydził, że postanowiłem się odseparować. Rano wychodziłem z hotelu za miasto i wracałem wieczorem na koncert. Polubiłem chodzenie. Cztery lata później chciałem się popisać przed kolegami, że zrobię dziesięć przysiadów na jednej nodze. Z żalem musiałem przestać chodzić, ale zauważyłem, że ból kolana znika, kiedy truchtam. Wkrótce pokochałem sytuacje, kiedy ktoś pytał: "A jak się pan dostanie tam czy tam, może zamówimy taksówkę?", na co ja niedbale: "Dziękuję, przebiegnę". "Ale to z pięć kilometrów!", a ja dalej od niechcenia: "Tylko? To o tej porze będę szybciej niż taksówka. Założymy się?". Nie żal panu czasu na bieganie? - Strata czasu? Skąd! Całe życie byłem chorobliwie pracowity i niechętny traceniu czasu. Z biegania zrobiłem element zastępczy komunikacji miejskiej. Przez 11 lat z domu do TV
że zrobię dziesięć przysiadów na jednej nodze. Z ż