W tym, że nikt fajny go nie chce. No bo zobaczmy:

Się. Z Miami odeszedł w fatalnej atmosferze, nie znalazł wspólnego języka z pędziwiatrami w Phoenix, a w Cleveland z LeBronem też skończyło sie tylko na szumnych deklaracjach "win a ring for the King" Shaq ma już 38 lat i sam wie, że nie jest już Supermanem z przeszłości. Ale chciałby jeszcze trochę pograć. Problem w tym, że nikt fajny go nie chce. No bo zobaczmy: LA Lakers? To byłoby wymarzone zakończenie kariery. Shaq posikałby się z radości na wieść o powrocie do Los Angeles. Już dawno wybaczył Kobemu dawne scysje, a od roku zaczął się nawet do niego miziać. Kobe... no cóż, powiedzmy, że Kobe patrzy na to inaczej. Po tegorocznym triumfie powiedział dziennikarzom: "mam teraz jeden tytuł więcej niż Shaq. wiecie co to dla mnie znaczy. ja nic nie zapominam". Choć Shaq mógłby Lakersom pomóc kontuzje Andrew Bynuma, zakłóciłby hierarchię w stadzie. A na to obecny samiec alfa z pewnością nie pozwoli. Nie pozwoli też właściciel Lakers, Jerry
W tym, że nikt fajny go nie chce. No bo zobaczmy: