Noga na szerokość barków...wdech i wyyyyydech...wd

Jednocześnie na Komorowskiego i Kaczyńskiego miotając się między dobrymi chęciami, brakiem doświadczenia, a miłością do Intendentki. Ta ma jakiś kryzys - co może w przypadku kobiet jest akurat normalne - i przygasł ten wewnętrzny blask, którym promieniała na klapniętą, jak fryzura odjechanego dyrygenta, załogę. Prawa noga na szerokość barków...wdech i wyyyyydech...wdech i wyyydech... Ta Mała jest okej. Ale to ozdóbka, bombka na więdnącej choince załogi. Dawniej było jakoś inaczej. Bliżej do ludzi. Teraz sukces ma pieprzone 25000 koni mocy, ciągnie wszystko inne. Na szczycie egzystencjalnego kwantyfikatora jest tak zwany sukces. Fantazja, filantropia, prostota przeciągnięte pod kilem nawet nie pisną żeby się przypomnieć. Dlaczego tak cenimy Kapitana? Czy wiemy o nim coś ponad to, że potrafi osiągnąć sukces na każdej krypie, z każdą załogą. Nie. I to nam wystarcza. Kapitan jest orzo, bo będzie sukces. Bo wyd@#$my konkurencję, zmienimy
Noga na szerokość barków...wdech i wyyyyydech...wd