Do lewobrzeżnej Warszawy. To było wtedy miasto duc

Kapitaliści. - I Niemcy tych ludzi zabili. Krew się we mnie zagotowała, ale nic nie mogłem zrobić. Wtedy doszło do mnie, że Rosjanie specjalnie czekają, aż Polacy się w Warszawie wykrwawią. Przypomniałem sobie słowa porucznika Szmidta, gdy 17 stycznia 1945 jako jeden z pierwszych polskich żołnierzy wkroczyłem do lewobrzeżnej Warszawy. To było wtedy miasto duchów, gdzieniegdzie wychodzili cywile. Zwłoki walały się wszędzie. Widziałem leżącego niemieckiego żołnierza bez ręki i nogi, wciąż żywego. Płakał, chyba prosił, by go dobić. Wiedziałem już wtedy, że Warszawę można było wyzwolić wcześniej i zapobiec takiemu zniszczeniu miasta. Nikt o tym nie chciał głośno mówić, bo łatwo można było trafić do karnej kompanii. A tam żywot żołnierza był krótki. Oddział wysyłano na otwarte pole pod lufy niemieckich karabinów. Z takiej misji nikt nie wracał. Mi karną kompanię chcieli już wlepić za orzełka w koronie. Cudem się od tego
Do lewobrzeżnej Warszawy. To było wtedy miasto duc