A nie Kolonii. Jechali, by handlować militariami.

Potem pomyśleć co dalej. Dosiedliśmy się do siedzącego z tyłu Zbyszka, który jechał jako kierowca zmiennik. Prowadził Adam, właściciel pojazdu, a obok siedziała Andżelika. Była też suczka pitbulla z cieczką, co, jak się później okazało, było dosyć istotne. Chwila rozmowy i już wiedzieliśmy, że jadą do Bolonii, a nie Kolonii. Jechali, by handlować militariami. Blondynka do obsługi stoiska. Do Bolonii! Wspaniała wiadomość. Stamtąd przecież do Rzymu niedaleko. Mamy szczęście. Rozejrzałem się po wnętrzu. Nic szczególnego. No, może tylko tyle, że pod nogami mam hełmofon nurka z drugiej wojny światowej, z drugiej strony rozbrojone granaty, jakaś amunicja, gdzieś walający się stary niemiecki pistolet. A dookoła mnóstwo prasy matrymonialnej z anonsami erotycznymi. Dziwny postój Pierwsze wątpliwości narodziły się przy granicy czeskiej. Zanim jeszcze do niej dojechaliśmy, Adam zaczął nawoływać kogoś przez CB radio. Spotykamy się na
A nie Kolonii. Jechali, by handlować militariami.